Jagiellońska 94c, 85-027 Bydgoszcz 668 118 522

Psychoterapia osób dorosłychPsychoterapia młodzieżyTerapia małżeństw i parKonsultacjeTreningi i szkoleniaLeczenie zaburzeń osobowości
Artykuły - psycholog radzi Listy do psychologa

Magdalena Oczki, terapeutka z Zespołu Psychoterapeutyczno- Szkoleniowego "Terapeutica" w Bydgoszczy

Korzystanie z możliwości, które niosą ze sobą nowoczesne technologie - w tym Internet - jest czymś oczywistym, a nawet pożądanym. Problem w tym, że na tak zwanego maksa korzystają z nich osoby, które nie radzą sobie z różnego rodzaju napięciami w świecie realnym i zamiast walczyć z przeciwnościami losu, przezwyciężać stres, wolą życie bez przeżywania frustracji w wykreowanym przez siebie świecie. Bo w Internecie wszystko jest wirtualne, nawet emocje. Dla przykładu. Jeśli ktoś, kogo spotkam, powie mi prosto w twarz, że mnie lubi, to mogę to autentycznie poczuć. Co innego, jeśli ktoś mi o tym napisze na komunikatorze - wówczas mogę to podważyć albo coś do tego dobudować, i to już nie będzie prawdziwe. Zresztą w wirtualnym świecie bardzo często kreujemy fałszywy obraz swojej osoby na podstawie tego, jak sami siebie wyobrażamy albo tego, jacy chcielibyśmy być.

Wirtualny obraz siebie możemy kreować przez dłuższy czas, co działa na naszą niekorzyść, bo im dłużej to trwa, tym bardziej będziemy się bać konfrontacji z rzeczywistością. Dlaczego? Bo taka kreacja wizerunku nie ma racji bytu w świecie realnym. Funkcjonując normalnie w społeczeństwie, wchodzimy w relacje z ludźmi, którzy nas weryfikują - ktoś za coś nas skrytykuje, ośmieszy, ale i też pochwali czy doceni. W ten sposób dowiadujemy się od innych nie tylko prawdy o sobie - bo konfrontujemy nasze wyobrażenia o sobie z oceną otoczenia - ale i też się rozwijamy. Na to potrzeba jednak odwagi i wysiłku, dlatego, niestety, niektórzy wolą tkwić w fałszywym wizerunku, stając się tym samym niewolnikami kokonu, czyli tego, co sami wyobrazili sobie na swój temat. Zatem granica między trendem w zachowaniu a chorobliwą przesadą jest bardzo płynna i, co gorsza, trudna do uchwycenia.

Ktoś, kto żyje w domu, w którym przez Internet ma znajomych, pracę, zainteresowania, jest przekonany, że nie musi wychodzić na zewnątrz, żeby normalnie funkcjonować. Dopiero po dłuższym czasie uzmysławia sobie, że coś jest nie tak, bo staje się coraz bardziej samotny, wyizolowany, nie ma energii do życia i prawdziwych przyjaciół. Jednak o ile człowiek dorosły może się przekonać, co jest dobre, a co złe i dokonać wyboru, o tyle dziecko takiej świadomości nie ma. I tu, według mnie, tkwi największe niebezpieczeństwo cocooningu.

Pamiętajmy, że dzieci czerpią od nas wzorce zachowania, jeśli więc będziemy im przekazywać, że izolowanie się jest fajne, że wiedza oraz przyjemności płyną głównie z Internetu a nie z realnego kontaktu z drugim człowiekiem, wówczas nasze pociechy mogą sobie wyobrażać, że świat poza domem jest niebezpieczny albo niewart poznania. Efekt? W przyszłości będzie coraz więcej osób gorzej radzących sobie w kontaktach interpersonalnych, zagubionych w społeczeństwie.